Niech radość do słońca się pnie
Pesymizm zostawmy na dnie
Już Stary Testament choć niezły w nim zamęt
To wprost optymizmem aż tchnie
Miał Dawid metr wzrostu i ćwierć
Lecz duchem był wzniosły jak perć
I z całej swej mocy wyskoczył jak z procy
I z procy Goliata na śmierć
Wieloryb ogromny to ssak
W nim Jonasz więziony rzekł tak
Rzec mogę o farcie jest dom i jest żarcie
Wieloryb to dom żarcie ja
A Mojżesz niemowlę to fakt
Wpadł w wodę lecz płynął na wznak
A u nas choć prorok przytrafia się co rok
To zdarza się że wody brak
To fakt dawniej dłużej żył człek
Sto lat to normalny był wiek
Nie chwalę się wcale lecz ów Matuzalem
Po roku by u nas się wściekł
Czyś mały czy duży
Czyś rybą w kałuży
To co nie jest źle
Bo życie choć gniecie
To znajdziesz w nim przecież
To coś co warto kochać
Raz facet narzekał na rząd
Mówili sąsiedzi to błąd
Radzili sąsiedzi i facet dziś siedzi
Rząd bliżej o widać go stąd
Nie przejmuj się bo co tu kryć
Zawsze przecież może gorzej być
Choćbyś żył nawet dwieście lat
To nie to jest ważne to nie jest ważne
Nieważne jest ile lecz jak
Nie lubię, nie lubię wracać
Dumną ręką kołatać do wrót
To gorsze, niż stała praca
Taki jednorazowy powrót.
Lecz jakież połacie powietrza
Jakie przestrzenie wody
Przemierzyć będzie mnie trza
By nie wrócić, jak Odys.
Nie wrócę na Itakę
Ocean tnąc na pól
W przeciwną stronę sztagiem
Ocean będę pruł.
O dom rodzinny nie dbam
Ani o kraju rząd
Ja jeszcze z roczek, ze dwa
Popływać chcę pod prąd.
Raz mi się przyśnił Epikur
Objął mocno, pokazał palcem
Hen, w dali spodek konfitur
I herbatę, i ciastko z zakalcem.
Sen pachnie spożywczym hurtem
Brzuchem wstrząsają dreszcze
Hej, tam ster w lewo, na burtę
Dobranoc, popływam jeszcze.
Nie wrócę na Itakę...
Ktoś może lubi podróże
Przez żywioły ogniste i mokre
Lecz ja marynarce służę
Moją ojczyzną jest okręt.
Deszcz wymył stempel z paszportu
Zdjęcie porwały sztormy
Kto chce, niech wraca do portu
Ja nie wrócę do normy.
Nie wrócę na Itakę...
Namiętne bójki z chłopakami
Piekący w sercu ból przegranej
Podbite oko wstydu łza
Dramaty mych szczenięcych lat
Zawsze w pobliżu była mama
Wszechmocna mądra ukochana
To ona nauczyła mnie
Że nigdy nie jest aż tak źle
Nie jest źle nie jest źle
Jeszcze nie jeszcze nie dziś nie o tej porze
Wiosenne wody pierwsza miłość
Wagary owocowe wino
I nagle na pogodnym tle
Matura jak ponury cień
A potem jesień w strugach deszczu
I twoje studia w obcym mieście
Tęsknota listów coraz mniej
I na pociechę refren ten
Nie jest źle nie jest źle
Jeszcze nie jeszcze nie dziś nie o tej porze
Nie jest źle nie jest źle
Nie aż tak, aby już być nie mogło gorzej
Nadeszła dziwna życia pora
Nim spojrzę w jutro już jest wczoraj
Oglądam zwariowany film
Nie umiem się odnaleźć w nim
Co będzie jutro jeszcze nie wiem
Pomysłów brakło mi na siebie
Lecz z całych sił uwierzyć chcę
Że nie jest ze mną aż tak źle
Nie jest źle nie jest źle
Jeszcze nie jeszcze nie dziś nie o tej porze
Nie jest źle...