Daj mi, proszę, dobry Boże,
Zamiast drogi - to bezdroże,
Które prosto poprowadzi
Poprowadzi mnie w nieznane.
Innym, dobry Boże, zostaw
Wstęgi ulic i autostrad,
A ja niech już na manowcach pozostanę!
Pozwól mi się, Boże, błąkać
Po gęstwinach i po łąkach,
W niepewności wydeptywać tysiąc ścieżek.
Wydeptywać tysiąc ścieżek.
Nie bój się, że gdzieś przepadnę,
Dokąd iść mam - nie odgadnę...
Uwierz we mnie, jak ja w ciebie, Boże, wierzę!
Spełnij, proszę, o czym marzę!
Niech pod tęczy twej ołtarzem
Wyspowiadam gorzkie żale, słodkie grzechy!
I niech sercu siły doda
Darowana mi swoboda,
Co nie szczędzi mi ni smutku, ni pociechy!
Choć niejeden dasz mi, Boże,
Do zgryzienia twardy orzech,
Daj też iskrę, żeby radość z niej rozniecić!
I nadzieję mi pozostaw,
Że gdy drodze swej nie sprostam,
Ty, mój dobry Boże, wyjdziesz mi naprzeciw!
Znowu dzień mi przeleciał
Wyprzedził mnie
O dzień jestem starsza
Bonjour nowa zmarszczko
Pozdrawiam cię
A jutro w garderobie
Ta w lustrze i ja
Znów spojrzymy na siebie
Zbierzemy się w sobie
By, jak co dnia
Wejść na estradę w świateł blask
Groźnej widowni spojrzeć w twarz
Znaleźć swój rytm znajomy
Własny ton wśród tonów stu
Mały azyl i luz, kiedy śpiewam
Gitara duszę swoją ma
Mikrofon czule w dłoni drga
I choć samotna stoję
Mam królestwo moje
Gdzie trzy minuty trwa świat
kiedy śpiewam
Myślicie że mam wszystko
Choć nie mam nic
I drżę zanim zasnę
Czy drzwiami nie trzaśnie
Znudzony widz
Lecz choć przeminie pełnia
Po pełni nów
Spłowieje mój kostium zabraknie słów
Ja włosy poprawię, wypiję łyk kawy
I wejdę znów
Na pustą scenę w świateł blask
Groźnej widowni spojrzeć w twarz
Znaleźć swój rytm znajomy
Własny ton wśród tonów stu
Mały azyl i luz, kiedy śpiewam
Fortepian duszę swoją ma
Mikrofon czule w dłoni drga
I choć samotna stoję
Mam królestwo moje
Kiedy śpiewam