Nie pytaj mnie o drogę
Ja jestem nietutejsza
Sama do siebie dojść nie mogę
Tej okolicy nie znam jeszcze
Nie pytaj o godzinę
Ja jestem nietutejsza
Mój czas na zawsze się zatrzymał
W nie napisanym nigdy wierszu
Świat za oknami chmury ludzie
Z dalekich stron przybyłam tu
Z archipelagu złudzeń
Wiatr za oknami w głos się śmieje
Wiatr od przylądka pustych słów
Płonnych nadziei
Nie pytaj mnie co potem
Ja jestem nietutejsza
Mych oczekiwań kruchy okręt
Zatonął w żółtych strugach deszczu
Nie pytaj mnie co robię
Za głuchą ścianą zmierzchu
Dziwię się ludziom drzewom sobie
Z dniem każdym bardziej nietutejsza
Świat za oknami chmury ludzie
Z dalekich stron przybyłam tu
Z archipelagu złudzeń
Wiatr za oknami w głos się śmieje
Wiatr od przylądka pustych słów
Płonnych nadziei
Ni morza stalowego fale napastliwe
Ni Tatry, chmur drapacze wyższe, niż Manhattan
Ni białowieskiej puszczy dęby wiecznie żywe
Ani w wieże wawelskie wmurowane lata.
Ale rak, co go dotąd jeszcze nikt nie złapał
Ale kobiałka wczesnych, zakurzonych śliwek
I koza prowadzona gdzieś za rogi krzywe
I oset, który bosą piętę podrapał.
Ni trasy, autostrady, nowotel in Cracow
Ani stada dyskotek w stroboskopów strudze
Smokingowe night cluby wzbronione pętakom
Ni pachnące salony elektrycznych złudzeń.
Ale rynek miasteczka unurzany w nudzie
I dach z przegniłych gontów dobrze znany ptakom
Ciepły chleb o nieznanym, zapomnianym smaku
I drzwi wąskie, skrzypiące, a za nimi ludzie.