Znowu zasnąć dziś nie mogę ani rusz

Do poduszki ktoś kamieni mi nasypał
I pod okno znów podjechał Wielki Wóz
Czy pojadę nim, a skądże tam, do licha

Tak by chciało się pogadać, ale z kim
Z samą sobą też dogadać się tak trudno
A człowieka, który obok mnie tu śpi
Nie obudzę, musi w pracy być na siódmą

Nocy dyżur mój o siódmej się zaczyna
Znów zostanie tylko krótkie popołudnie
By być razem, by się kochać, napić wina
To za mało, to za trudne

Chyba zbiera się na pełnię w taką noc
Gdy twój oddech wciąż miarowy jest i cichy
Może dzisiaj rano wreszcie powiem dość
Ale przytul się, bo znowu śpisz odkryty

A tym czasem w okno znów zagląda świt
I zdążyłam już wygładzić kształt kamieni
W tej poduszce którą dzielisz ze mną ty
W noc bezsenną, tu na ziemi

Znam te drogi przez układy planetarne
W chmury, bzdury i marzenia w nieskończoność
Trzeba znaleźć, tu na ziemi swoją prawdę
Nawet gorzką, nawet słoną

A tym czasem w okno znów zagląda świt
I zdążyłam już wygładzić kształt kamieni
W tej poduszce, którą dzielisz ze mną ty
W noc bezsenną, tu na ziemi






Wystarczy gramofon mi stary

I stara płyta
Ażeby znów ujrzeć bulwary
I most, i wieżę Notre Dame.

I Paryż mnie znowu powita
Jak dawniej melodia brzmi ta
I czekam, czy ktoś mnie zapyta
Jak dawniej, z uśmiechem, ca va.

W Paryżu to było, jak wczoraj
Zostało tak niewiele
I wspomnień nadchodzi już pora
W tę smutną, zwyczajną niedzielę.

Tę samą piosenkę słyszałem
Raz idąc paryską ulicą
I tylko z tą jedną różnicą
Że wtedy słuchałem nie sam.

Mijają wciąż nowe miesiące
I nowe zimy
I ciągle przeżywać musimy
Te same zwyczajne dni.

I chociaż wciąż niżej jest słońce
To jednak nadzieję tę mam
Że jeszcze zdążymy przed końcem
Raz jeden zobaczyć się tam.