Świat
Jest pełen cudów
Lecz najcudowniejszym na świecie zjawiskiem
Jest człowiek
To on uskrzydlił
Swoje okręty
Które szybują pędzone przez wiatry
W obłokach skłębionych
W falach spienionych
To on
Ujarzmił konie
I każe im pługiem pruć ziemię
To bóstwo najwyższe
Ziemię nigdy
Nie wyczerpaną
To człowiek
Wynalazł sposób,
By chwytać w sieć pierzchliwe ptaki
Dzikiego zwierza
Mieszkańców wód
To człowiek
Wynalazł mowę
I odkrył królestwo prawd i sztukę wiązania słów
Groźne choroby leczy w cierpieniach
Od deszczu i chłodu obroni się
Budując dom
Przemyślność i zwinne ręce
To skarby niezmierne i może ich użyć
Dla dobra lub zła
I tylko śmierci
Nie zwalczył człowiek
Bo nie ma
I nie ma
I nie ma
Lekarstwa na
Śmierć!
W chwili, gdy strzepujesz pyłek,
jesz posiłek, sadzasz tyłek
na kanapie, łykasz wino-
ludzie giną.
W miastach o dziwacznych nazwach
grad ołowiu, grzmot żelaza:
nieświadomi, co ich winą,
ludzie giną.
W wioskach, których nie wyśledzi
wzrok- bez krzyku, bez spowiedzi,
bez żegnania się z rodziną
ludzie giną.
Ludzie giną, gdy do urny
wrzucasz głos na nowych durni
z ich nie nową już doktryną:
"Nie tu giną".
W stronach zbyt dalekich, by nas
przejąć mógł czyjś bólu grymas,
gdzie strach lecieć cherubinom-
ludzie giną.
Wbrew posągom i muzeom-
jako opał służy dziejom
przez stulecia po Kainie
ten, kto ginie.
W chwili, kiedy mecz oglądasz,
czytasz, co wykazał sondaż,
bawisz dziecko śmieszną miną-
ludzie giną.
Czas dzielący ludzkie byty
na zabójców i zabitych
zmieści cię w rubryce szerszej
tak, w tej pierwszej.
Znowu zasnąć dziś nie mogę ani rusz
Do poduszki ktoś kamieni mi nasypał
I pod okno znów podjechał Wielki Wóz
Czy pojadę nim, a skądże tam, do licha
Tak by chciało się pogadać, ale z kim
Z samą sobą też dogadać się tak trudno
A człowieka, który obok mnie tu śpi
Nie obudzę, musi w pracy być na siódmą
Nocy dyżur mój o siódmej się zaczyna
Znów zostanie tylko krótkie popołudnie
By być razem, by się kochać, napić wina
To za mało, to za trudne
Chyba zbiera się na pełnię w taką noc
Gdy twój oddech wciąż miarowy jest i cichy
Może dzisiaj rano wreszcie powiem dość
Ale przytul się, bo znowu śpisz odkryty
A tym czasem w okno znów zagląda świt
I zdążyłam już wygładzić kształt kamieni
W tej poduszce którą dzielisz ze mną ty
W noc bezsenną, tu na ziemi
Znam te drogi przez układy planetarne
W chmury, bzdury i marzenia w nieskończoność
Trzeba znaleźć, tu na ziemi swoją prawdę
Nawet gorzką, nawet słoną
A tym czasem w okno znów zagląda świt
I zdążyłam już wygładzić kształt kamieni
W tej poduszce, którą dzielisz ze mną ty
W noc bezsenną, tu na ziemi