Ni morza stalowego fale napastliwe
Ni Tatry, chmur drapacze wyższe, niż Manhattan
Ni białowieskiej puszczy dęby wiecznie żywe
Ani w wieże wawelskie wmurowane lata.
Ale rak, co go dotąd jeszcze nikt nie złapał
Ale kobiałka wczesnych, zakurzonych śliwek
I koza prowadzona gdzieś za rogi krzywe
I oset, który bosą piętę podrapał.
Ni trasy, autostrady, nowotel in Cracow
Ani stada dyskotek w stroboskopów strudze
Smokingowe night cluby wzbronione pętakom
Ni pachnące salony elektrycznych złudzeń.
Ale rynek miasteczka unurzany w nudzie
I dach z przegniłych gontów dobrze znany ptakom
Ciepły chleb o nieznanym, zapomnianym smaku
I drzwi wąskie, skrzypiące, a za nimi ludzie.
Daleko i dawno, w krainie wśród gór
Żyła sobie królewna ze snu
A wydać ją za mąż chciał ojciec jej - król
I rozkazał ją wezwać na dwór.
Gdy weszła królewna w orszaku stu dam
Król do niej odezwał się tak:
Połowę królestwa w posagu ci dam,
lecz męża wybiorę ci sam.
Mój królu, małżonka nie szukaj mi, nie
Chociaż wiem, że dać byś wiele mógł
Bom sercem związana na dobre i złe
Ze zbójcą z rozstajnych dróg.
Ach, czemu tak mówisz - zapytał król
Czy rozumu ci w głowie brak
Z rycerzem zaszczyty czekają cię tu
Dla zbójcy zaś topór i kat.
Mój królu, zaszczytów nie będę nic mieć
Kiedy zwiążę z rycerzem mój los
Ty go ciągle wysyłasz na wojny, na śmierć
Za morza, na czele swych wojsk.
A zbójca to zadba o żonę i dom
I nie zaznam z nim biedy, ni trosk
On będzie do domu powracał co noc
I pełen pieniędzy miał trzos.
Ach córko, lecz rycerz mych wrogów precz gna
I skarbami napełnia mój dwór
A zbójca okrada mi własny mój kraj
Który kiedyś się stanie i twój.
Przybyli wtem zbrojni w sto mieczy i dział
Wrogowie z nieznanych nam stron
Zabrali królowi to wszystko, co miał
Królestwo i skarby, i tron.
Posłuchajcie królowie, co sięgacie do gwiazd
By pół świata dać córkom swym
Nie bądźcie za bardzo wybredni, bo czas
rozwiewa królestwo jak dym.