Ni morza stalowego fale napastliwe
Ni Tatry, chmur drapacze wyższe, niż Manhattan
Ni białowieskiej puszczy dęby wiecznie żywe
Ani w wieże wawelskie wmurowane lata.
Ale rak, co go dotąd jeszcze nikt nie złapał
Ale kobiałka wczesnych, zakurzonych śliwek
I koza prowadzona gdzieś za rogi krzywe
I oset, który bosą piętę podrapał.
Ni trasy, autostrady, nowotel in Cracow
Ani stada dyskotek w stroboskopów strudze
Smokingowe night cluby wzbronione pętakom
Ni pachnące salony elektrycznych złudzeń.
Ale rynek miasteczka unurzany w nudzie
I dach z przegniłych gontów dobrze znany ptakom
Ciepły chleb o nieznanym, zapomnianym smaku
I drzwi wąskie, skrzypiące, a za nimi ludzie.
Serce się z dala trudzi
Szuka cię w dali znów
O miasto beztroskich ludzi
Rozśpiewanych, pogodnych słów -
Przed ratuszową bramą
Siedzą kamienne lwy
Wiedzą, że zawsze tak samo
Marzy młodość i kwitną bzy.
To właśnie tam piosenka trwa -
Jeśli kochać się, to we Lwowie
Wszędzie jest dosyć bezcennych okazji
Do uśmiechu, do łez, do bezsennej fantazji.
Tyle jest miast,
Tyle jest gwiazd,
Wszędzie dobrze i źle po połowie
Idź w świat gdzie chcesz
Rób co umiesz, jak wiesz -
Lecz jak kochać się - to we Lwowie.
Muzyka gra, żal w sercu łka
Chcesz szczęśliwym być - wróć do Lwowa
Wszędzie jest dosyć bezcennych okazji
Do uśmiechu, do łez, do bezsennej fantazji.
Tyle jest miast,
Tyle jest gwiazd,
Łata płyną i srebrzy się głowa
Idź w świat gdzie chcesz
Rób co umiesz, jak wiesz
Chcesz znów młodym być -
wróć do Lwowa.